OSTATNIA DROGA MAŁYCH WIĘŹNIÓW
czwartek, 10-09-2026
Ponad 80. lat łódzka ziemia skrywała bezimienne groby najmłodszych ofiar niemieckiego terroru. W Łodzi odbył się poruszający, państwowy pogrzeb dziesięciorga polskich dzieci z obozu przy ul. Przemysłowej, którym po dekadach milczenia przywrócono imiona i nazwiska.
W czwartek 10 września 2026 r. w asyście Wojska Polskiego, z udziałem Prezydenta RP Karola Nawrockiego oraz dostojników kościelnych, tragicznie zmarli mali więźniowie spoczęli w poświęconej ziemi. - Przez ponad osiemdziesiąt lat łódzka ziemia skrywała jedną z najtragiczniejszych tajemnic II wojny światowej. Za drutami niemieckiego obozu koncentracyjnego dla dzieci przy ul. Przemysłowej w Łodzi, niewinne, polskie dzieci przechodziły przez piekło głodu, bicia, strachu i samotności. Przez dekady świat okrywał ich losy i miejsca spoczynku milczeniem. Ich małe ciała spoczywały w bezimiennych dołach cmentarza, przykryte warstwami ludzkiej niepamięci. Ale Bóg, który zna każdego człowieka po imieniu, nie zapomniał o swoich najmniejszych sługach. Upomniał się o nich rękami historyków, archeologów i genetyków Instytutu Pamięci Narodowej, abyśmy dzisiaj, jako wolna Ojczyzna i wspólnota Kościoła łódzkiego, mogli oddać im należną cześć i sprawiedliwość - powiedział ks. ppłk Tomasz Krawczyk.
Mszy św. w kościele św. Wojciecha przewodniczył bp Piotr Kleszcz, biskup pomocniczy archidiecezji łódzkiej. W uroczystości uczestniczył prezydent RP Karol Nawrocki. - Przywracamy te dzieci Polsce. Odzyskujemy pamięć - mówił bp Piotr Kleszcz. Nawiązując do Ewangelii o miłości nieprzyjaciół, zauważył, że liturgia przypadająca na dzień pogrzebu stawia przed uczestnikami szczególnie trudne pytanie: jak to jest możliwe, żeby zabijać dzieci? Biskup przypomniał, że jako łodzianin zna miejsca, w których żyły i dorastały kolejne pokolenia mieszkańców miasta. - Ja jestem łodzianinem, biegałem po ulicach, grałem w piłkę, chodziłem tu do szkoły. Kocham Łódź - mówił. Tym mocniej wybrzmiała pamięć o dzieciach, które nie mogły doświadczyć zwyczajnego dzieciństwa. Zamiast domu, szkoły i zabawy miały obozowy drelich, głód, ciężką pracę i przemoc.
Wśród pochowanych znaleźli się: Alojzy Magdans, Edward Gąsiorek, Zdzisław Kafarski, Edmund Agaciński, Zygmunt Olejniczak, Stanisław Jagodziński, Henryk Kadziński, Tadeusz Kalbarczyk, Henryk Słaboszewski oraz Jan Frej. Tożsamość Zdzisława Kafarskiego i Henryka Słaboszewskiego potwierdzono na podstawie badań genetycznych. W przypadku pozostałych dzieci ich prawdopodobną tożsamość ustalono na podstawie zachowanej dokumentacji, kwerend historycznych i badań antropologicznych.
W homilii bp Kleszcz mówił o miłości, która jest przeciwieństwem przemocy i nienawiści. Zauważył, że człowiek może troszczyć się przede wszystkim o siebie, podczas gdy Jezus pokazuje miłość, która wyraża się w darze z siebie. Przywołał postać św. Maksymiliana Marii Kolbego, który oddał życie za drugiego człowieka. - Tylko miłość jest twórcza - przypomniał słowa św. Maksymiliana. Nawiązując do historii dzieci z Przemysłowej, biskup zwrócił uwagę, że ich śmierć jest pytaniem o to, co dzieje się z człowiekiem, gdy odrzuca miłość i godność drugiego. Przywołał również świadectwo Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej, która w Auschwitz broniła życia dzieci. - Nie wolno zabijać dzieci - powtórzył jej słowa.
Pod koniec liturgii głos zabrał prezydent RP Karol Nawrocki. Podkreślił, że dzisiejsze uroczystości są symbolicznym powrotem Polski po dzieci, których los przez dziesięciolecia pozostawał częścią bolesnej historii niemieckiej okupacji. - Polska wraca dziś po swoje dzieci. Polska powróciła dziś po swoje dzieci, po ponad 80 latach – powiedział prezydent.
Jak zaznaczył, celem uroczystości nie było przywracanie dzieciom godności, ponieważ tej godności nigdy nie utraciły. - Polska powróciła po swoje dzieci, żeby oddać im imię i nazwisko. Czy oddać im godność? Nie, bo godności nigdy nie stracili. Godność każdego dnia w obozie przy Przemysłowej tracili ci, którzy znęcali się nad polskimi dziećmi – mówił.
Prezydent Karol Nawrocki podkreślił, że najważniejsze nie są statystyki, lecz konkretne osoby, ich imiona, twarze i historie. - My dziś nie o statystyce mówimy, tylko o konkretnych twarzach, o konkretnych ludziach, którzy mieli na imię Henryk, mieli na imię Tadeusz, mieli na imię Stanisław – powiedział.
Przypomniał, że przez obóz przy ul. Przemysłowej przeszło ponad 2 tys. dzieci, a ponad 200 z nich zostało zamordowanych lub zmarło w wyniku warunków panujących w obozie. - To nie statystyka opowiada o tym, co wydarzyło się w czasie II wojny światowej, ale los i cierpienie konkretnych ludzi, nastolatków, którzy mieli swoje pragnienia, marzenia, swoich rodziców, swoje rodzeństwo - zaznaczył Karol Nawrocki.
Prezydent przywołał historie poszczególnych dzieci. Wspomniał m.in. 17 - letniego Zdzisława Kafarskiego, który został brutalnie zamordowany po tym, jak sięgnął po chleb. - Człowiek zawsze, gdy widzi głodne dziecko, jest gotowy zrobić dużo albo jest gotowy zrobić wszystko, żeby głodne dziecko nakarmić. Zdzisław został zamordowany za to, że sięgnął po chleb, bo był głodny – mówił.
Przypomniał również historię 14 - letniego Edmunda Agacińskiego, który został aresztowany, gdy wyszedł z domu po mleko dla młodszej siostry. Trafił do obozu, a następnie został zastrzelony podczas próby ucieczki. - Tak bardzo ją kochał. Do domu już nie wrócił, a odwaga z nim z całą pewnością została – powiedział prezydent.
Karol Nawrocki podkreślił, że zbrodnia dokonana na dzieciach była zarazem zbrodnią wymierzoną w przyszłość całego narodu. - To była zbrodnia dokonana w przeszłości, ale zbrodnia dokonana na przyszłości narodu polskiego – zaznaczył.
W swoim wystąpieniu zwrócił również uwagę na znaczenie języka, myśli i idei, które mogą prowadzić do odczłowieczenia drugiego człowieka. Przywołał słowa z Księgi Syracha i wskazał, że każda zbrodnia ma swój początek w sposobie myślenia i w słowach. Jak podkreślił, historia obozu przy ul. Przemysłowej powinna być dla współczesnych pokoleń ostrzeżeniem. - Niech ta dzisiejsza lekcja płynąca tutaj z Łodzi każe nam mieć głębokie przekonanie, że wypowiadane słowa, że nasze myśli muszą brać zawsze pod uwagę zagrożenia przyszłości – powiedział prezydent.
Gdy w kościele p.w. św. Wojciecha wybrzmiały ostatnie słowa modlitwy, dziesięć małych trumien opuściło świątynię. Na cmentarz św. Wojciecha przy ul. Kurczaki odprowadzili je żołnierze Wojska Polskiego. Konduktowi przewodził ks. ppłk Tomasz Krawczyk, proboszcz Parafii Wojskowej p.w. św. Jerzego w Łodzi.
Na cmentarzu trumny złożono w przygotowanym grobowcu. Ks. ppłk Krawczyk zwrócił się do pochowanych dzieci słowami pożegnania. - Ziemia łódzka była dla was miejscem wygnania, niech teraz będzie miejscem błogosławionego oczekiwania na dzień, w którym Pan Bóg otrze z waszych oczu wszelką łzę - powiedział. Następnie kapelan łódzkiego garnizonu wypowiedział słowa modlitwy: - Boże, Twój Syn, Jezus Chrystus, zaprosił do siebie dzieci i stawiał je za wzór Królestwa Niebieskiego. Spójrz na te małe trumny, które kryją szczątki Twoich niewinnych sług z obozu przy ul. Przemysłowej. Przez lata świat okrywał ich groby milczeniem, ale Ty znałeś każde z nich po imieniu. Przez zasługi męki i zmartwychwstania Twojego Syna, obmyj ich z wszelkiego śladu dawnego cierpienia, strachu i łez. Niech ich drelich obozowy zamieni się w białą szatę zbawionych. Wprowadź ich do domu wiecznej światłości, gdzie nie ma już drutów, głodu ani oprawców, lecz panuje wieczny pokój. A nam, stojącym przy tych trumnach, daj łaskę niezłomnej wiary, że miłość ostatecznie zwycięża każdą nienawiść - powiedział ks. Krawczyk.
Dziesięcioro dzieci, których życie zostało brutalnie przerwane w niemieckim obozie przy ul. Przemysłowej, spoczęło w poświęconej ziemi. Po ponad 80. latach otrzymały imiona, miejsce w pamięci i uroczysty państwowy pogrzeb.
Pamięć o najmłodszych więźniach obozu przy ul. Przemysłowej pielęgnuje Muzeum Dzieci Polskich w Łodzi - ofiar totalitaryzmu. Jego zadaniem jest dokumentowanie historii obozu, gromadzenie i udostępnianie związanych z nim materiałów oraz działalność edukacyjna i naukowa. Muzeum przypomina nie tylko o tych, których udało się zidentyfikować, ale o wszystkich polskich dzieciach, które stały się ofiarami niemieckiego terroru.
Uroczystości w Łodzi udowodniły, że pamięć historyczna nie jest jedynie domeną podręczników, ale żywym zobowiązaniem współczesnych pokoleń. Po ponad ośmiu dekadach bezimiennego milczenia, sprawiedliwość dziejowa zwyciężyła nad niepamięcią. Państwowy pogrzeb ofiar z ul. Przemysłowej w Łodzi to czytelny sygnał, że wolna Polska nigdy nie zapomni o swoich najmłodszych bohaterach, a ich groby staną się odtąd miejscem wiecznej pamięci i przestrogi dla przyszłych pokoleń.
Tekst: ks. ppłk Tomasz Krawczyk
Foto: ks. Paweł Kłys, Joanna Popławska /Tygodnik Katolicki Niedziela/



































